Jak często zdarza Wam się przeczytać całą instrukcję obsługi, gdy kupicie sobie nowy sprzęt?

  • Instrukcję od samochodu otworzyłem pewnie parę razy na konkretnym dziale, żeby zobaczyć dlaczego ta czerwona lampka nie gaśnie.
  • Telefon? Chyba jeszcze nie widziałem żadnej instrukcji komórki w swoim życiu.
  • Wyciskarka do soków? 5 części, które można spasować tylko w jeden konkretny sposób i jeden przycisk. Co tu może pójść nie tak?
  • Laptop? Chyba podobnie jak z telefonem – gdybyśmy nie potrafili używać tego sprzętu to znaczy, że został źle zaprojektowany. Chociaż to trochę inna kwestia, gdy damy ten sam sprzęt swoim rodzicom albo dziadkom.
    • Wtedy potrzeba instrukcji, konsultanta na linii, zaparzonej melisy i biblii.
  • Telewizor? No jeden czy dwa kable trzeba podłączyć tam gdzie pasują. Na pilocie 1, 2, 3, 4, głośniej, ciszej… I co tu więcej?

Natomiast aparat fotograficzny wygląda trochę jak taki podręczny kokpit samolotu. Mój Olympus ma (tylko na górnym panelu):

  • pokrętło zmiany funkcji (Auto / Manual / Itd…) z przyciskiem, który blokuje daną funkcję,
  • dwa pokrętła do zmiany ustawień na manualu,
  • przełącznik, którego przełączenie sprawia, że te dwa pokrętła będą kontrolować jeszcze inne ustawienia,
  • przycisk na tym przełączniku z napisem Fn1, który nie wiem jeszcze co robi,
  • do tego trzy inne przyciski: Fn2, Fn3, Fn4,
  • spust migawki,
  • przycisk z czerwoną kropką (chyba nagrywanie filmów)
  • no i włącznik…

I to tylko górny panel. Do tego jeszcze jest cały wyświetlacz, gdzie pokazują się wszystkie możliwe informacje świata, przyciski do obsługi wyświetlacza oraz innych funkcji na manualu. No i jeszcze pewnie jakieś dodatkowe przyciski, których nawet nie zauważyłem. A do tego obiektyw poza pierścieniami zoomu i ostrości ma jakiś przycisk (mój na szczęście tylko jeden, ale widziałem takie, które mają ich więcej niż deska rozdzielcza samochodu).

Kurwa.

Mój aparat (nie)stety nie miał ze sobą instrukcji obsługi. Nie wiem czy to dlatego, że to „używka” czy może dlatego, że Olympus nie chciał mnie załamywać. W każdym razie wygooglałem i czeka mnie… około 180 stron lektury.

Ale uważam, że trzeba dokładnie poznać sprzęt i wszystkie jego możliwości zanim zacznie się na poważnie nim robić zdjęcia. Teoria jest raczej niezbędna. Bo takie trzaskanie zdjęć na ślepo i przełączanie losowych przycisków chyba trochę mija się z celem…

…ale z drugiej strony jest 180 stron lektury oraz męska duma (która tutaj działa tak samo jak przy korzystaniu z mapy – po prostu nie i koniec)… Dlatego stawiam na metodę prób i błędów a po instrukcję będę sięgał w ostateczności.


W nagłówku zdjęcie czapki z napisem, który chyba mocno pasuje do tego co robię…

Dodaj komentarz